Hello Possum



Właściwie po raz pierwszy z bliska widziałam Possum tyłem. Oddalał się od naszego drzewa. To znaczy drzewa stojącego obok naszego namiotu. Małe 30 centymetrowe, futrzate stworzonko z długim ogonem dreptało powoli i ciężko. Każdy krok przechylał go lekko w prawo a potem lewo, jakby wracał z udanej  imprezy z głową pustą i pełnym żołądkiem. Nawet nie obejrzał się na nas znikając w ciemnościach pola namiotowego.


- Possum był u nas – wyszeptałam i powoli zbliżyłam się do naszego drzewa ciekawa, co znalazł tam do jedzenia.  Nie mieliśmy dostępu do lodówki, więc całe zapasy leżały w reklamówce na ziemi pod drzewem. Nic nie wyglądało na obgryzione, prócz Podniebnego Wieloryba. Moja rzeźba z masy solnej mieszkająca na konarze drzewa straciła swoje sutki!  Possum zasmakował w mieszaninie wody, mąki i soli z polewą farb akrylowych i lakieru do włosów.
- Mam nadzieje, że się nie zatruje – powiedziałam do B. straciwszy nadzieję na kolejne odwiedziny, ale Possum wrócił albo powinnam powiedzieć wracał.


Oto natura tych dziwnych torbaczy, kiedy już raz odkryją, że gdzieś czeka posiłek nie ma na nich mocnych. Bedą wracać kołysząc się na boki, ale zawsze w kierunku jedzenia. Jednej nocy usłyszałam hałas tuż obok namiotu. Jeszcze przed chwilą na rozkładanym krześle siedział tam B. ciesząc się z uroków internetu. Kiedy wykoczyłam na zewnątrz, żeby sprawdzić co się stało usłyszałam z ciemności -  The Possum, just nibbled on my bloody toe, czyli w wolnym tłumaczeniu: Possum skubnął mnie właśnie w palec.  I faktycznie tuż obok uspakającego się B. stało stworzenie głodne i  patrzące swoimi ogromnymi oczami w naszą stronę.


Possum są bardzo ciekawskie, bardzo,  bardzo ciekwaskie i kiedy tylko poczują się swobodniej i właśnie coś przeżuwają można je nawet  głaskać. Oczywiście wszystko na swoje własne ryzyko, bo pazury takiego tego słodkiego stworzonka mogą być kłopotliwe.


Nasz Possum zaprosił po pewnym czasie kolegę i przychodzili na zmianę do swojego bufetu, składającego się z organiczych płatków owsianych rozsypanych pod drzewem. Teraz wiedziałam, że robię wszystko, co mogę dla ich dobrej diety.


Nocne namiotowe odwiedziny były dla nas przyjemnością, ale tacy sąsiedzi w domu nie są dobrym pomysłem.  Kiedy widzi się je pierwszy raz na swoim poddaszu słodkie, zachęcające – Hello Possum – samo pcha się na usta. Po tygodniu nieprzespanych nocy zabarwienie tego samego powitania zmienia się nieco. Australijczycy używają sfromuowania  „Hello Possum”  z znaczeniu „Witam kłopoty”.  Usunięcie takiego kłopotu, czyli zapłacenie tak zwanemu Possum Man, żeby złapał i przeniósł zwierzątko to koszt $700 w Darwin, czyli ponad 2000 zł za całą operację.


Teraz mieszkając w mieszkaniu doceniamy nie tylko życie w czterech ścianach, ale i ciche noce przerywane tylko od czasu do czasu odgłosami nietoperzy mieszkających w palmach koło naszego balkonu. A o nietoperzach innym razem :D

A tutaj jeszcze kilka zdjęć naszego sąsiada



2 comments:

  1. Długi ogon tego zwierzątka kojarzy się w Polsce ze szczurem ,więc nie wiem czy na dłuzszą metę ktoś chciałby mieć takiego lokatora,a poza ngonkiem to całkiem całkiem miły jegomość.Przytulam i pozdrawiam

    ReplyDelete
  2. Hej, to zwierzę to dokładnie Common brushtail possum (Trichosurus vulpecula), po polsku nazywa się ten gatunek Pałanka kudu, chociaż nie mam pojęcia dlaczego. Śmieszne stworzenie, tak się składa, że niedawno przyjechałem do Australii pisać o nich doktorat ;)

    ReplyDelete

Zapraszam wszystkich do zostawiania swoich komentarzy. Po zatwierdzeniu przeze mnie wasz post zostanie opublikowany. Dzieki! Edytka :)